Najlepszy balsam drogeryjny | Evree Instant Help

Hej :)

Wybór produktów do pielęgnacji ciała jest ogromny i często ciężko zdecydować się na coś konkretnego. Ja np. z przyjemnością przetestowałabym wszystkie balsamy i masła, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to nierealne i nie starczyłoby mi na to życia, bo nie zużywa się tych kosmetyków w tak dużych ilościach. Z tego powodu stawiam na produkty, które mają dobre opinie, przyjemny skład i wiem, że nie okażą się niewypałem. Postanowiłam przedstawić Wam dzisiaj jeden produkt, który moim zdaniem warto wybrać z drogeryjnych półek - balsam do ciała Evree Instant Help.


Balsam do ciała to natychmiastowa ulga dla mocno przesuszonej i popękanej skóry. Składniki aktywne kosmetyku zostały dobrane tak, by w krótkim czasie wywołać długotrwały efekt. Jak to możliwe? Poprzez połączenie masła mango, gliceryny, alantoiny, tlenku cynku, masła shea, olejku avocado i innych wartościowych surowców kosmetycznych. Produkt ten podziała więc na skórę niczym kojący opatrunek. Po zastosowaniu skóra będzie ukojona, dogłębnie nawilżona, zregenerowana i odprężona przez długi czas - odzyska komfort i witalność.  

Natychmiastowa ulga – właśnie takiego ratunku potrzebuje Twoja skóra, jeśli zauważyłaś, że od jakiegoś czasu jest sucha, podrażniona, swędząca i nieprzyjemnie ściągnięta. Na szczęście balsam Instant Help szybko poprawia wygląd i kondycję skóry, bez względu na przyczynę jej przesuszenia czy popękania. Ten balsam jest absolutnie wyjątkowy! Stanowi połączenie profesjonalnej kuracji ze zmysłową przyjemnością – ma przyjemną w użyciu, masełkową konsystencję oraz słodki zapach mango. Dzięki idealnie dobranym naturalnym składnikom aktywnym balsam działa natychmiastowo i kompleksowo- intensywnie nawilża skórę, zmniejsza jej pieczenie i swędzenie oraz przyśpiesza regenerację naskórka.


Balsam znajduje się w dużej butli o pojemności 400ml. Opakowanie jest ładne, wygodne i bez bajerów, ale przecież najważniejsze jest to, co znajduje się w środku. Konsystencja balsamu jest bardzo przyjemna i treściwa, a producent określa ją jako masełkową. Balsam przyjemnie rozsmarowuje się na ciele i błyskawicznie wchłania, otulając ochronną warstewką. Nie bójcie się, nie jest ona tłusta i nie czuć jej na skórze, nie sprawia dyskomfortu. Zapach balsamu jest bardzo przyjemny, chociaż czytałam, że nie każdemu odpowiada, co mnie trochę dziwi, bo nie jest mocny czy specyficzny, ale wiadomo, że każdy ma inny gust i potrzeby. Pachnie słodkim mango. Jak dla mnie ma coś w sobie.


Przyznam szczerze, że na początku nie zwróciłam uwagi na ten balsam. Myślałam, że będzie miał typowo drogeryjny skład i działanie. Myliłam się i to bardzo, bo w składzie już na początku mamy glicerynę, olej słonecznikowy, masło Shea, olej z awokado, masło mango, alantoinę i panthenol. Czyli bardzo przyjemnie. Nie zawiera również parabenów, barwników i olejów mineralnych.

Po użyciu balsamu skóra jest gładka, odżywiona i nawilżona. Jak już wspominałam, czuję też otulającą warstewkę na ciele. Gdy nakładam go na mocno przesuszone miejsca, to odczuwam ulgę i komfort. Bardzo dobrze łagodzi podrażnienia. Lubię stosować go jako krem do stóp, bo radzi sobie z przesuszonymi piętami. Ogólnie nie jestem w stanie znaleźć niczego, do czego mogłabym się przyczepić jeżeli chodzi o jego działanie. Na mojej skórze spisuje się rewelacyjnie. Mam też czerwoną wersję regenerującą, ale zdecydowanie chętniej sięgam po Instant Help.


Jeżeli nie wiecie, po jaki balsam z drogeryjnych półek sięgnąć, to od siebie polecam wybrać właśnie ten. Dobrze nawilża, regeneruje i odżywia skórę. Ja mam już drugie opakowanie i pewnie na tym się nie skończy. Dodatkowym atutem jest fakt,że w promocji można go dostać za nieduże pieniądze. 

Używałyście tego balsamu? Lubicie produkty Evree?

Pozdrawiam :)

Zakupy - EC Lab, DR. KONOPKA'S, Le Cafe de Beaute, Planeta Organica | Naturalne kosmetyki

Hej :)

Ostatnio nadszedł ten czas, w którym standardowo zaczęło kończyć mi się wszystko. Miałam też sporo zachcianek kosmetycznych, z którymi powstrzymywałam się od dłuższego czasu, jak np. produkty do włosów w kostce. W sklepie Lawendowa Szafa trafiłam na dobrą okazję (-25% - kod wyskakuje, jak chwilę poklikacie na stronie, a normalnie jest też dostępny kod -20% do 27.02), więc skusiłam się na sporo produktów. Jak to zwykle bywa, dobiłam też do 150zł, żeby mieć darmową wysyłkę :P


Pierwszymi produktami, które wybrałam są wspomniane produkty do włosów w kostce Le Cafe de Beaute. Wybrałam balsam do włosów intensywna regeneracja i szampon głęboko oczyszczający. Produkty są bardzo lekkie, więc myślę, że byłyby idealne na wyjazdy zamiast standardowego szamponu i odżywki. Z tej samej firmy wybrałam również truskawkową gąbkę myjącą nasączoną żelem. Zapowiada się cudownie, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie, bo nigdy nie używałam tego typu produktu. Wzięłam również nawilżającą maskę do włosów EC Lab. Miałam jedną maskę EC Lab i byłam z niej bardzo zadowolona, więc liczę na to, że ta również mnie nie zawiedzie. Na razie mogę powiedzieć o niej tyle, że cudownie pachnie! ♥


Uwielbiam żele pod prysznic, które pozostawiają skórę nawilżoną i odżywioną. Brakowało mi takich produktów, dlatego kupiłam Karaibski olejek pod prysznic EC Lab oraz dwa żele Le Cafe de Beaute - nawilżający z sokiem truskawki i odżywczy z ekstraktem kakao. Używałam już tego ostatniego i czuję, że to może być miłość! Pachnie jak słodkie kakao i cudownie dba o skórę! Wersja truskawkowa pachnie za to jak słodziutki jogurt truskawkowy! :)


Produkty DR. KONOPKA'S zwróciły moją uwagę ze względu na bogactwo składników aktywnych. Na pierwszy ogień wybrałam regenerującą maskę do włosów i regenerującą maskę do twarzy. Jestem bardzo ciekawa, jak się u mnie spiszą. Do włosów wybrałam również dwa produkty Planeta Organica - szampon marokański z glinką ghassoul i szampon z olejem makadamia.


Kupiłam również krem-maskę do rąk z awokado EC Lab, bo ostatnio zużyłam już prawie wszystkie kremy jakie miałam (w najbliższym denku znajdą się aż 3 produkty do pielęgnacji dłoni ;) ). Wzięłam też kilka miniatur do wypróbowania. Postanowiłam przetestować peeling kawowy z pomarańczą  EC Lab. Mniejsze opakowanie to dobry pomysł, bo nigdy nie używałam peelingów kawowych, a obawiam się ich trochę ;) Wzięłam też 2 kremy-suflety do ciała - nawilżający z sokiem z limonki i witaminowy z sokiem z gruszy. Będą super na wyjazdy :)

Zainteresował Was któryś z produktów? 
Miałyście jakiś kosmetyk z moich zakupów? 

Pozdrawiam :)

Balsam do rąk Kwiat Wiśni i Róży Wellness&Beauty | Rossmann

Hej :)

Jak świętujecie Tłusty Czwartek? Zjadłyście już miliony pączków? Ja w tym roku odpuszczam, zresztą jak prawie co roku. Pączki kojarzą mi się z chorobą, bo wtedy mam na nie straszną ochotę, a na co dzień w ogóle mnie nie kuszą. Przychodzę za to dzisiaj do Was z recenzją pewnego kremu do rąk. Kojarzy mi się on z powoli nadchodzącą wiosną i sięgam ostatnio tylko po niego. Mowa o balsamie do rąk Kwiat Wiśni i Róży Wellness&Beauty, który dostępny jest w Rossmannie. 


Wellness & Beauty Balsam do rąk z ekstraktem z kwiatów wiśni i ekstraktem z kwiatów róży 100 ml. Działanie i pielęgnacja: Poczuj się fantastycznie uskrzydlona – dzięki unikalnej mieszance ekstraktów ze zmysłowo pachnących kwiatów wiśni i z kwiatów róży. Balsam do rąk szybko się wchłania i długotrwale pielęgnuje i nawilża skórę rąk, która staje się wyczuwalnie miękka i gładka.


Krem, nazywany balsamem, znajduje się w bardzo ładnym opakowaniu, które niestety ma nakrętkę. To najgorsza z możliwych opcji, ale chociaż łatwo się go odkręca. Samo opakowanie przyjemnie mi się kojarzy, trochę ekskluzywnie, na pewno wyróżnia się spośród innych kremów na półce drogerii. 

Konsystencja kremu jest lekka i niesamowicie przyjemna. Obojętnie ile go nałożę, zawsze wchłania się błyskawicznie i nie ma ryzyka, że skończę z oblepionymi dłońmi. To jeden z głównym powodów, dla których go lubię. Drugim z nich jest zapach. Piękny, delikatny i kwiatowy. Kojarzy mi się z wiosną, kiedy natura budzi się do życia, a na drzewach zaczynają się pojawiać kwiaty, roztaczające przyjemną woń. Mam też przed oczami kwiaciarnię. Uważam, że zapach jest dobrze wyważony - nie jest ani za mocny ani zbyt delikatny.


Ostatnim powodem, dla którego wybieram ten produkt jest jego działanie. Dłonie po użyciu balsamu są niesamowicie gładkie i nawilżone, a skóra nabiera blasku i wygląda zdrowo. Czuć też lekką warstwę ochronną, która w niczym nie przeszkadza i nie sprawia dyskomfortu. Bardzo dobrze dba również o skórki. Szczerze mówiąc zadziwia mnie, że tak lekki i szybko wchłaniający się kosmetyk potrafi tak wiele zdziałać na skórze.


Uwielbiam to, jak pięknie wyglądają i pachną moje dłonie po jego użyciu. Wahałam się, czy kupić ten krem, ale ostatecznie bardzo się cieszę, że go nabyłam. Szkoda, że aktualnie nie jest cieplej i słoneczniej, bo do takiej pogody pasuje mi idealnie jego zapach.

 Krem kosztuje 11zł. Opakowanie ma 100ml. Ja go kupiłam w promocji za 8zł. 

 Znacie ten produkt? 
Jaki jest Wasz ulubiony krem do rąk?

Pozdrawiam :) 

Icicles Yankee Candle

Hej :)

Zima na szczęście już Nas opuszcza, dlatego najwyższa pora wypalić wszystkie zimowe woski i rozpocząć przygodę z bardziej delikatnymi i radosnymi zapachami. W ostatnim czasie w końcu zdecydowałam się na dokończenie wosku Icicles Yankee Candle. Miałam przy nim duże opory, bo nie należy do typowych, przewidywalnych i prostych zapachów.


Icicles
Jest to wosk, do którego podchodziłam bardzo sceptycznie i na który zdecydowałam się ze względu na ciekawość i pozytywne opinie. Na sucho mi się nie spodobał i powalał mocą, przez co obawiałam się, że odpalenie zakończy się szybkim wietrzeniem pokoju. Po roztopieniu wosku jego zabójcza moc zanika, mogę śmiało stwierdzić, że zapach staje się średnio intensywny.  Czym pachnie? Hmmm, ciężko sprecyzować, jakie nuty są tu wyczuwalne. Na pewno zapach jest mroźny (ale nieprzesadnie), rzęski, trochę leśny i zdecydowanie nietypowy. Nie przypadnie każdemu do gustu, to wiem na pewno. Dla mnie jest ok, ale raczej drugi raz się na niego nie skuszę. 

Pozdrawiam :)

Jak zrobić własny olejek myjący do twarzy?

Hej :)

Olejki myjące stają się coraz bardziej popularne. Na pewno duży wpływ ma na to książka "Sekrety urody Koreanek", w której autorka przedstawia ten produkt jako pierwszy etap oczyszczania skóry. Ja swoją przygodę z oczyszczaniem cery za pomocą olejków myjących rozpoczęłam lata temu. Zaczęłam od olejku dostępnego w sklepie internetowym z półproduktami kosmetycznymi Biochemia Urody. Teraz zauważyłam, że wybór tego typu produktów stał się coraz większy, szczególnie wśród firm sprzedających droższe czy luksusowe kosmetyki. A olejek myjący wcale nie musi być drogi! Możemy go zrobić same w domu z użyciem kilku produktów. 

Czego potrzebujemy do wykonania olejku myjącego?
  • Oleju - może być zwykły olej słonecznikowy, oliwa z oliwek, olej z pestek winogron lub jakiś inny, który wiecie, że służy Waszej cerze
  • Emulgatora - powoduje on, że olej miesza się z wodą tworząc myjącą emulsję

Warto dodać jeszcze kilka kropel naturalnego olejku eterycznego, który nie tylko doda zapachu do często niekoniecznie pięknie pachnących olei, ale wykazuje też szereg innych, drogocennych właściwości dla skóry.

Wszystkie składniki mieszamy ze sobą i gotowe!

Jak zrobić własny olejek myjący do twarzy? Przepis na olejek myjący

Do swojego pierwszego olejku myjącego wykorzystałam gotową mieszankę olei w postaci olejku do demakijażu Resibo. Nie potrafiłam używać tego produktu, bo był zbyt tłusty, oblepiał skórę i demakijaż wymagał trochę czasu i zachodu. Dodałam do niego emulgator Glyceryl Cocoate, który możecie dostać w sklepach z półproduktami kosmetycznymi. Jest on otrzymywany z oleju kokosowego i gliceryny. 100g produktu kosztuje ok. 18zł, jednak można kupić mniejsze pojemności za niewielkie pieniądze. Emulgator w finalnym produkcie stanowi do 10% objętości, czyli np. w olejku myjącym mających objętość 100ml stosujemy 10ml lub mniej emulgatora. Ostatnim produktem, którego użyłam jest naturalny olejek grapefruitowy, wykazujący właściwości oczyszczające, reguluję pracę gruczołów łojowych i działa bakteriobójczo. Użyłam go również po to, aby zniwelować niezbyt przyjemny zapach olejku Resibo, który nadaje mu olej lniany.

Uzyskałam w ten sposób bardzo przyjemny olejek myjący, który doskonale radzi sobie z demakijażem twarzy i oczu. Podkład, tusz czy eyeliner mu nie straszne. Produktu używa się tak, jak żelu do mycia twarzy, jednak różni się on od żelu tym, że jest bardzo delikatny i nie wywoła podrażnień czy szczypania oczu. Po użyciu skóra jest dokładnie oczyszczona, niesamowicie gładka i odżywiona, aż chce się jej dotykać. Nie zostawia tłustej powłoki na skórze. Spisuje się świetnie na mojej tłustej cerze i na pewno będzie rewelacyjny dla cer suchych.


Jeżeli nie znacie jeszcze olejków myjących i nie chcecie wydawać fortuny na ich droższe wersje, to warto spróbować stworzyć je samemu, bo nie dość, że zaoszczędzimy sporo pieniędzy, to ich wykonanie sprawi trochę frajdy, chociaż jest naprawdę proste. Ja na pewno nie poprzestanę na jednym olejku, a do następnego użyję oleju, który mam aktualnie w domu, zapewne padnie na olej z pestek winogron. 


Używacie olejków myjących?

Pozdrawiam :)

Różany peeling do ciała Pearl Rose Organic Shop

Hej :)

Kosmetykiem, po który w ostatnim czasie sięgam z ogromną przyjemnością, jest peeling do ciała. Uwielbiam nie tylko złuszczanie, kocham jak produkty dbają również o moją skórę. Z tego powodu najchętniej sięgam po kosmetyki z naturalnymi olejami lub masłem Shea wysoko w składzie. Obie te cechy łączą peelingi Organic Shop, na które miałam wielką ochotę, szczególnie że ostatnio atakowały mnie z każdej strony, przypominając o swoim istnieniu. W końcu przypadkiem udało mi się kupić jeden z nich podczas codziennych zakupów w Netto. Mowa o różanym peelingu Organic Shop.


Peeling do ciała „organic rose & salt” - królewskie połączenie organicznej róży damasceńskiej i naturalnej soli. Natychmiast regeneruje i odświeża skórę, przywracając jej elastyczność i naturalny koloryt.
 
Składniki aktywne:
Sól naturalna – zawiera cenne mikroelementy, wzmacnia mikrocyrkulację krwi, wykazuje działanie  tonizujące i napinające, usuwa martwy naskórek.
Masło shea – chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem, likwiduje suchość i podrażnienia, poprawia jej elastyczność i nasyca witaminami.
Organiczny hydrolat z płatków róży damasceńskiej - tonizuje, nawilża, koi.

Sposób użycia:
Lekkimi, masującymi ruchami nanosimy peeling na wilgotne ciało, spłukujemy wodą. Dla osiągnięcia optymalnego rezultatu stosujemy 2-3 razy w tygodniu


Różany peeling Organic Shop jest peelingiem solnym. Wolałabym wersję cukrową, ale nie było wyboru, więc nie mogłam wybrzydzać. Oprócz soli w produkcie znajdziemy glicerynę, masło Shea, hydrolat różany i kilka innych składników. Peeling ma dosyć gęstą, mazistą konsystencję, która ułatwia jego używanie. Drobinek peelingujących jest w nim sporo. Przejdźmy jednak do zapachu, który może u wielu osób go zdyskwalifikować. Mamy tutaj bardzo mocną różę, nie do końca naturalną. Czuć ją po otwarciu pudełka, podczas używania, potem zapach pozostaje przez dłuższy czas w łazience. Z tego powodu, jeżeli nie jesteście fankami różanych zapachów lub ogólnie kwiatowych nut w kosmetykach, to wybierzcie lepiej inny wariant zapachowy, których akurat jest wiele. Mi osobiście zapach nie przeszkadza, ale nie obraziłabym się, gdyby był przyjemniejszy.


Działanie peelingu jest dla mnie najważniejsze. Po użyciu skóra jest gładka, nawilżona i odżywiona, czyli tak jak lubię najbardziej. Mogę zrezygnować z użycia balsamu i cieszyć się długotrwałym nawilżeniem. Peeling nie jest ekstremalnym zdzierakiem, ale zdecydowanie robi to, co ma robić. Przyjemnie masuje się nim ciało i co najważniejsze, pozbywa się skutecznie martwego naskórka. Drobinki soli nie rozpuszczają się szybko. Używam go dwa razy w tygodniu od miesiąca i do końca opakowania jeszcze daleko, więc mogę uznać, że wydajność ma świetną.


Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i wiem, że na pewno sięgnę po inne wersje zapachowe. Przekonuje mnie do tych peelingów działanie, cena, wydajność i walory zapachowe. Można je kupić za mniej niż 10zł w sklepach internetowych, Tesco oraz Netto, ale tam znajdziecie tylko wersję różaną.


Używałyście peelingów Organic Shop? Które warianty zapachowe polecacie?

Pozdrawiam :)

Nowości - Orientana, Apart, Oysho, VisPlantis, e-naturalne, Green Hills

Hej :)

Dzisiaj luźniejszy wpis, bo dotyczył będzie moich ostatnich zakupów i przy okazji pokażę Wam, co dostałam na Walentynki. Będzie kosmetycznie, znajdzie się też coś z biżuterii, super przesłodkie kapcie oraz najdziwniejsza herbata z jaką miałam do czynienia.


Pierwszym zakupem jest krem pod oczy VisPlantis, przeznaczony do pielęgnacji skóry atopowej. Na razie zapowiada się fajnie, ale zobaczymy, jak będzie na dłuższą metę. Kupiłam też kolejne opakowanie mojego ulubionego peelingu do twarzy Orientana, o którym niedawno pisałam na blogu. Kapcie łosie ze sklepu Oysho podobały mi się od dawna, ale cena 99zł zniechęcała do zakupu. Ostatnio trafiłam na nie w promocyjnej cenie 39zł plus darmowa dostawa kurierem, więc musiały być moje :D Kapcie są super mięciutki i wygodne, no i pięknie się prezentują.


W sklepie e-naturalne postanowiłam zamówić Glyceryl Cocoate i naturalny olejek grapefruitowy do stworzenia własnego olejku myjącego. Niedługo pojawi się na ten temat wpis na blogu. Wzięłam też hydrolat z oczaru i różany. Ten drugi mnie zdziwił, bo okazał się nie być czystym hydrolatem. No cóż, trzeba czytać składy nawet w sklepach z półproduktami kosmetycznymi.



Na Walentynki dostałam kolczyki i naszyjnik oraz piękny bukiet w cudownej kolorystyce.


Na koniec zostawiłam najgorszy produkt. Będąc w Biedronce natknęłam się na zieloną herbatę o smaku róży Green Hills. Smak wydawał mi się tak dziwny i nietypowy, że nie mogłam się jej oprzeć. W sumie nie umiałam sobie go wyobrazić, ale pomyślałam, że dodadzą tylko lekki, różany aromat i będzie całkiem przyjemnie... Nie jest! Herbata jest tak mocno aromatyzowana, że już po otwarciu zabija zapachem sztucznej róży, po zaparzeniu jest tak samo. Zielona herbata jest ledwo wyczuwalna. Piłyście ją? Komuś smakowała? :D


Pozdrawiam :)

Berry Trifle Yankee Candle

Hej :)

Ostatnio było kwiatowo, dzisiaj czas na owocowy zapach z nutą słodyczy, jaki ma Nam zaserwować wosk Berry Trifle Yankee Candle. Znalazłam w internecie deser o tej nazwie, którym zapewne inspirował się producent i od razu zapragnęłam odpalić ten wosk. Same zobaczcie, jak pięknie się prezentuje - KLIK!


Berry Trifle
Jeżeli szukacie mocno owocowego zapachu, to sięgnijcie po Berry Trifle. Ten wosk ma moc! Wyczuwam w nim dużo malin i innych owoców leśnych, o mocnym, trochę cierpkim zapachu, który przełamuje słodycz śmietanki. Głównie wyczuwam owoce i to one dają o sobie znać tuż po odpaleniu, dopiero po chwili zapach zaczyna łagodnieć. Ogólnie BT jest zapachem bardzo przyjemnym, ale na pewno nie zapadnie na długo w moją pamięć, ponieważ nie wyróżnia się jakoś szczególnie spośród innych zapachów. Mocny, ładny i przyjemny, ale nie wyjątkowy, a ja po przetestowaniu tylu różnych wosków, wciąż szukam czegoś, co mnie zaskoczy. Oczywiście to moja subiektywna opinia i myślę, że osobom, które nie mają tak wygórowanych wymagań, wosk przypadnie do gustu, bo jest na prawdę ładny. Tylko uważajcie z tym, ile wrzucicie go do kominka, bo może powalić intensywnością ;)

Pozdrawiam :)

Ciasteczkowy mus do ciała Nacomi

Hej :)

Zimą uwielbiam używać kosmetyków o słodkich, otulających nutach, szczególnie tych jedzeniowych. Uwielbiam też porządne nawilżanie i odżywianie skóry, które czuć przez wiele godzin. Obie te cechy łączy dzisiejszy bohater, czyli nawilżający, ciasteczkowy mus do ciała Nacomi


Mus do ciała nawilżający `Ciasteczko ` Nacomi ze specjalnie wyselekcjonowanych surowce. W miękkiej musowej konsystencji znajdują się:

- masło shea - wygładza i nawilża, nadaje skórze miękkości,
- olej z pestek winogron- zmiękcza skórę i działając lekko ściągająco wygładza ją i nadaje sprężystości,
- olej arganowy- intensywnie nawilża i odżywia skórę, zwany jest eliksirem młodości,
- olej słonecznikowy- wzmacnia barierę skórną, zmiękcza i nawilża,
ekstrakt z kakaowca-działa silnie nawilżająco i przeciwutleniająco,
- alkohol cetylowy- pomaga dostać się cennym składnikom w głąb skóry,
- witamina E- chroni przed wysuszeniem oraz osłabieniem elastyczności naskórka.


Spotkałam sporo produktów do ciała, które były nazywane musem, a w praktyce nawet go nie przypominały. Tutaj natomiast mamy typowy mus - lekki, puszysty i niesamowicie przyjemny. Po kontakcie ze skórą zamienia się w olej, co możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Bardzo łatwo rozprowadza się na ciele, pozostawiając błyszczącą, tłustawą powłokę. Potrzebuje chwili, żeby się wchłonął, więc zdecydowanie lepiej sprawdzi się w wieczornej pielęgnacji. Po użyciu skóra jest mięciutka, nawilżona, czuć delikatny, ochronny film, który z czasem zanika, ale skóra nadal pozostaje odżywiona i promienna. Po prostu wygląda bardzo zdrowo. Do aplikacji wystarczy niewielka ilość, dlatego pomimo że ma tylko 150ml, to starcza na długo. Używam go do całego ciała, czasami tylko na dłonie czy stopy, w zależności czego akurat potrzebuje moja skóra. Produkt jest na tyle bogaty w składzie i działaniu, że nie potrzebuję używać go codziennie. Myślę, że rewelacyjnie spisze się u osób z bardzo suchą skórą.

Pora jednak skupić się  na tym, co najlepsze, czyli na zapachu. Ciasteczka, ciasteczka, ciasteczka!! Tak, mamy tutaj prawdziwą ucztę dla zmysłów. Zapach jest intensywny, słodki i dobrze wyczuwalny po rozsmarowaniu. Aż ma się ochotę go schrupać. Lubię czasami otworzyć opakowanie, żeby tylko go powąchać ;)



Polecam miłośnikom słodkości i mocnego nawilżenia, jako urozmaicenie codziennej pielęgnacji oraz dla poprawienia sobie nastroju pięknym, słodkim zapachem w zimne, szare dni :)

Pozdrawiam :)

Kremowy peeling do twarzy Papaja i Żeń-szeń Indyjski Orientana

Hej :)

Ostatnio na blogu pokazywałam Wam produkty, które nie do końca się u mnie sprawdziły, dzisiaj więc czas przedstawić Wam jednego z moich ulubieńców. Długo szukałam idealnego peelingu do twarzy, większość była albo za słaba, albo nieprzyjemna w użyciu lub znajdowały się inne wady. W końcu udało mi się trafić na produkt, który w 100% spełniał moje oczekiwania, dlatego pozostałam mu wierna i niedawno otworzyłam 5 opakowanie. Mowa o naturalnym, kremowym peelingu do twarzy Papaja i Żeń-szeń Indyjski Orientana.


Naturalny peeling do twarzy na bazie wyciągów roślinnych i naturalnych cząstek złuszczających. Dzięki drobinkom pestek moreli i orzecha doskonale złuszcza naskórek, a dzięki olejkom i ekstraktowi z papai i żeńszenia indyjskiego (ashwagandha) doskonale pielęgnuje skórę twarzy. Peeling ma konsystencję kremową dzięki bazie jaką jest masło shea. Regularne stosowanie pozwala na utrzymanie gładkiej i miękkiej skóry. Do cery normalnej

DZIAŁANIE:
- wybiela przebarwienia i nawilża
- odmładza i dodaje skórze energii
- wygładza i oczyszcza
- goi uszkodzone komórki oraz je regeneruje



Pierwsze, co uderza po otwarciu produktu, to piękny zapach papai. Niesamowicie naturalny, intensywny, orzeźwiający, no po prostu ideał. Z czasem przestaje być tak intensywny, ale do końca opakowania jest wyczuwalny. Peeling ma kremową konsystencję, z odpowiednią ilością drobinek złuszczających. Zastosowano tutaj zmielone pestki moreli i orzecha. Nie są one ostre i nie powodują na mojej twarzy żadnych podrażnień. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że peeling będzie bardzo delikatny, jednak już po chwili masażu wiadomo, że zapewni Nam porządne złuszczanie! Cery wrażliwe powinny uważać, nie warto też mocno trzeć skóry. Sam masaż nie musi trwać długo, ja na to poświęcam ok. 2-3 minuty, ale myślę, że przy mniej wymagających cerach, wystarczyłaby nawet minuta. Po użyciu skóra jest niesamowicie gładka, oczyszczona, promienna i odżywiona, aż ma się ochotę ją dotykać. Wszystkie suche skórki znikają. Oprócz cudownego działania peeling ma również świetny, bogaty skład.

Jedyne, do czego mogę się przyczepić to folia ochronna w słoiczku. Strasznie ciężko się ją ściąga, zawsze przy nowym opakowaniu robi się trochę nerwowo :P Ale to taki mały mankament ;)


Podsumowując, jest to świetny peeling, o bardzo dobrym składzie, który radzi sobie fenomenalnie ze złuszczaniem, pozostawiając cerę gładką i odżywioną. Na pewno sięgnę po kolejne opakowanie i na razie nie szukam jego następcy.

Kupuję go za ok. 25zł w Drogerii Natura. Pojemność 50g. 



Polecam również wpis o innym ulubieńcu tej firmy:

Połączenie idealne - Semilac Pink Gold 094 i Peach Milk 055

Hej :)

Dawno na blogu nie było paznokci, dlatego dzisiaj chcę Wam pokazać, co aktualnie na nich gości. Jest to duet z Semilaca - Pink Gold 094 i Peach Milk 055. Pink Gold to często wybierany kolor i wcale mnie to nie dziwi, bo jest naprawdę piękny. Nie pasuje mi jednak na wszystkich paznokciach, wolę używać go jako dodatek, dzięki któremu manicure nabierze blasku. Tym razem połączyłam go z mleczną brzoskwinią. Do pełnego krycia Pink Gold potrzebuje 2 cienkich warstw, przy Peach Milk najlepiej nałożyć 3 warstwy.






Jak Wam się podoba to połączenie? Z jakimi kolorami najczęściej łączycie Pink Gold?


Pozdrawiam :)

True Rose Yankee Candle

Hej :)

Jeżeli lubicie kwiatowe zapachy, to dzisiejszy wpis jest zdecydowanie dla Was. Będzie też trochę w klimacie zbliżających się Walentynek, bo co jak co, ale zdecydowanie kojarzą się one z różami.


True Rose
Zapach róż uwielbiam w każdym wydaniu. Kiedyś na ulicach można było spotkać cudownie pachnące, dzikie róże, a w kwiaciarniach sprzedawano piękne okazy, których woń unosiła się przez wiele godzin. Czasy jednak się zmieniają, na ulicach więcej betonu niż roślinności, a kwiaciarnie często oferują róże, które ledwo pachną lub nie pachną wcale. Z tego powodu chętnie sięgam po świece i kosmetyki w tym zapachu. Wosk True Rose to typowa róża z kwiaciarni, pięknie rozkwitnięta, dojrzała, o przyjemnym, mocnym zapachu. Wiadomo, że prawdziwych kwiatów nie zastąpi, ale jest ich cudownym substytutem. Chętnie przygarnęłabym dużą świecę.

Znacie ten zapach?

Pozdrawiam :)