EVREE SODA CLEAN sodowa pianka do mycia twarzy

20.7.18

EVREE SODA CLEAN sodowa pianka do mycia twarzy

Evree przyzwyczaiło Nas do tego, że często wypuszcza ciekawe nowości. Jednymi z nich są oczyszczające produkty do twarzy, opierające swoje działanie na sodzie oczyszczonej. Jako że soda kojarzy mi się z mocnym oczyszczeniem, to bardzo zaciekawiła mnie ta seria. Na początek sięgnęłam po sodową pianką do mycia twarzy Evree Soda Clean i to o niej Wam dzisiaj opowiem.

EVREE SODA CLEAN sodowa pianka do mycia twarzy

Sodowa pianka Evree Soda Clean wbrew swojej nazwie wcale pianką nie jest ;) To produkt o kremowej, gęstszej konsystencji, który podczas mycia staje się oleisty, co wcale mnie nie dziwi. Zaraz po wodzie w składzie znajduje się bowiem olej słonecznikowy. Producent wspomina o tym, że po kontakcie z wodą produkt zaczyna się pienić i powiem tylko jedno. Nie ma co spodziewać się obiecywanej piany ;) Pianka pachnie truskawką, ale zapach jest sztuczny i trochę dziwny. Zdecydowanie mogłoby być lepiej. Aż przypomina mi się poziomkowy peeling do ust Evree Sugar Lips, który również nie zachwycał zapachem. Chociaż przy tym peelingu pianka wypada znacznie lepiej ;)


Cena: 20zł
Pojemność: 150ml
Należy go zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia

SKŁADAqua/Water, Helianthus Annuus Seed Oil*, Cetearyl Alcohol*, Stearic Acid, Glycerin*, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Caprylic/Capric Triglyceride*, Sodium Bicarbonate, Xanthan Gum*, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum. *składnik pochodzenia naturalnego
EVREE SODA CLEAN sodowa pianka do mycia twarzy - skład

Sodowa pianka do mycia twarzy Evree znajduje się w miękkim opakowaniu z zamknięciem na klik, z którego zdarza mi się wycisnąć za dużo produktu. Sama pianka, to jak już wspominałam nie pianka, a raczej krem, który z wodą zamienia się w oleistą emulsję. Zazwyczaj używam jej po wstępnym demakijażu płynem micelarnym, ale testowałam ją również pod kątem zmywania makijażu i tu radzi sobie całkiem dobrze. Jedynie rzęsy wymagają trochę dłuższego masażu, żeby dokładnie usunąć tusz. Na szczęście nie wpływa drażniąco na oczy. Po jej użyciu twarz jest oczyszczona, gładka, delikatnie nawilżona i bardzo przyjemna w dotyku. Lubię używać tej pianki również w porannej pielęgnacji ze względu na jej nawilżające właściwości. Moja tłusta cera lubi ją szczególnie w gorące dni. Rano przemywam nią twarz, nakładam lekkie serum (Algolight Sensum Mare) i nic więcej do szczęścia jej nie potrzeba :) Pianka nie wpłynęła w żaden negatywny sposób na stan mojej cery, ale też nie przyczyniła się do jego poprawy. Nie zauważyłam również obiecywanego przez producenta głębokiego oczyszczenia.

EVREE SODA CLEAN sodowa pianka do mycia twarzy - recenzja, opinie, działanie

Sodowa pianka do mycia twarzy Evree Soda Clean to ciekawy produkt, który dobrze oczyszcza i jednocześnie delikatnie nawilża skórę. Ogólnie mogę go nazwać przyjemniaczkiem, który jest fajny w użyciu, ale nie ma tu niczego wow. Nie wyczuwam w nim również działania sody oczyszczonej. Jestem natomiast bardzo ciekawa, jak w porównaniu do tej pasty wypada sodowy puder do mycia twarzy, który swój skład rzeczywiście opiera na sodzie. Używałyście? :)


INNE PRODUKTY EVREE, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Pozdrawiam :)




ZAPRASZAM NA:
LOREAL SUGAR SCRUBS peeling oczyszczający kiwi

18.7.18

LOREAL SUGAR SCRUBS peeling oczyszczający kiwi

Jak zapewne już wiecie, jestem fanką masek do twarzy Czysta Glinka LOreal. Zużyłam już czarną, czerwoną i zieloną i zdecydowanie mam ochotę na niebieską i żółtą. Oprócz masek w oko wpadły mi również nowe peelingi do twarzy i ust Sugar Scrubs. Miałam ochotę wypróbować je wszystkie, ale ostatecznie udało mi się dostać tylko peeling oczyszczający LOreal Sugar Scrubs i dzisiaj Wam o nim trochę opowiem :)

LOREAL SUGAR SCRUBS - peeling oczyszczający kiwi

Peelingi LOreal Sugar Scrubs znajdują się w dokładnie takim samym opakowaniu jak maseczki Czysta Glinka. Jest ono wykonane z grubego szkła i plastikowej nakrętki. Opakowanie prezentuje się naprawdę ładnie i wygodnie się z niego korzysta. Pod nakrętką znajduje się również dodatkowe wieczko chroniące peeling przed wyschnięciem. 

LOREAL SUGAR SCRUBS peeling oczyszczający kiwi opinie

LOREAL SUGAR SCRUBS PEELING OCZYSZCZAJĄCY KIWI

Peelingi LOreal Sugar Scrubs dostępne są w trzech wersjach: oczyszczającej, wygładzającej i rozświetlającej. Ja zdecydowałam się na tę pierwszą, a raczej zostałam zmuszona do tego wyboru, bo w Rossmannie innych nie było. Wersja oczyszczająca Sugar Scrubs to peeling, który jest inspirowany kiwi. Posiada żelową konsystencję, w której zanurzona jest duża ilość bardzo małych drobinek cukru i całych nasion kiwi (chociaż one stanowią bardziej ozdobę niż czynnik peelingujący). Zapach przypomina kiwi, ale nie do końca naturalne. Co tu dużo mówić, po zachwytach nad jego zapachem, których sporo w internecie, spodziewałam się czegoś innego ;)

Cena: 35zł
Pojemność: 50ml
Należy go zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia

LOREAL SUGAR SCRUBS - peeling oczyszczający kiwi skład

Peeling ma za zadanie oczyszczać skórę i redukować zaskórniki. Zastosowano w nim 3 rodzaje cukru - biały, jasny :D i brązowy. Znajdziemy w nim również olejek z mięty pieprzowej o właściwościach łagodzących i redukujących niedoskonałości oraz olejek z trawy cytrynowej, który ma dodatkowo oczyścić skórę. 

Przy pierwszym użyciu peelingu zaskoczyła mnie wielkość drobinek cukru, jakie w nim zastosowano. Są niezwykle małe, a co za tym idzie, również dosyć delikatne. Z tego powodu peeling raczej nie powinien nikomu zrobić krzywdy. Ja aby uzyskać dobre oczyszczenie i masaż taki jak lubię, nakładam go większej ilości i staram się mocniej dociskać do skóry. Po takim zabiegu skóra jest gładka i delikatnie odświeżona. Nie zawsze jednak udaje mu się usunąć wszystkie suche skórki. Nie ma natomiast problemu z jego zmyciem ze skóry. 

LOREAL SUGAR SCRUBS - peeling oczyszczający kiwi - recenzja, opinie, działanie

Ciesze się, że miałam okazję poznać oczyszczający peeling LOreal Sugar Scrubs i cieszę się również, że nie kupiłam od razu wszystkich 3 wersji. Peeling jest bardzo przyjemny, ma ciekawą koncepcję i ładny wygląd, ale spodziewałam się po nim czegoś więcej. Pomimo, że skóra po jego użyciu jest ładnie wygładzona, to jednak liczyłam na mocniejsze i dokładniejsze złuszczanie, w końcu to peeling cukrowy... Peeling z chęcią zużyję do końca, ale nasza znajomość zapewne skończy się na jednym opakowaniu ;)


Znacie peelingi LOreal Sugar Scrubs? :)

ZOBACZ RÓWNIEŻ: MASKI LORAL CZYSTA GLINKA - CZERWONA, ZIELONA, CZARNA

Pozdrawiam :)




ZAPRASZAM NA:
Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond | Żelowa farba do włosów | Efekty na włosach ciemny blond

16.7.18

Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond | Żelowa farba do włosów | Efekty na włosach ciemny blond

Kilka miesięcy temu do sprzedaży weszły nowe, żelowe farby do włosów Schwarzkopf Pure Color. Skusiłam się na dwa odcienie. Jeden z nich pokazywałam już na blogu - Baby Blond. Dzisiaj pokażę Wam, jak prezentuje się farba Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond na włosach w kolorze ciemnego blondu.

Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond | Żelowa farba do włosów

Farba Swchwarzkopf Pure Color
 posiada żelową formułę, która ma zapewnić długotrwały, wyrazisty kolor i cudowny blask. Dzięki zawartości aloesu, kaktusa i oleju jojoba ma również nawilżać włosy. Producent obiecuje łatwą aplikacje i zapewnia, że farba nie będzie spływać z włosów podczas farbowania.

Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond - opinie, blog, efekty

W opakowaniu znajdziemy tubkę z farbą, emulsję rozwijającą, odżywkę i rękawiczki. Nie podano na opakowaniu, jaki utleniacz zastosowano. Obstawiam, że jest to 9%, bo ma rozjaśniać do 4 tonów.

Farba ma zapewniać:
  • trwały kolor,
  • rozjaśnianie do 4 tonów,
  • doskonałe pokrycie siwych włosów,
  • włosy cudownie miękkie w dotyku.

Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond - efekty ciemny blond


Farba Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond

Przygotowanie farby jest bajecznie proste. Zawartość tubki z żelem koloryzującym przelewamy do buteleczki z emulsją rozwijającą, mieszamy przez chwilę do uzyskania jednolitego żelu i gotowe. Aplikacja jest tak samo prosta jak przygotowanie mieszanki koloryzacyjnej, ponieważ żel bardzo łatwo nakłada się na włosy. Samo nałożenie mieszanki na odrosty zajęło mi znacznie mniej czasu niż przy innych farbach. Przyzwyczaiłam się również do tego, że farba nie jest zbytnio widoczna na odrostach. Rozprowadzona na włosach nie ścieka z nich. 

Farbę zawsze trzymam dłużej niż zaleca producent, 50 minut na odrostach i 10 minut na długości. Farba przyjemnie pachnie, nie podrażnia skóry ani oczu. Ogólnie nie powoduje żadnych nieprzyjemnych efektów, czasami można wręcz zapomnieć, że ma się ją na włosach. Włosy po farbowaniu były delikatnie wysuszone, ale wystarczył jeden seans z dobrą maską i wszystko wróciło do normy. 

Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond - efekty
Schwarzkopf Pure Color 10.0 Anielski Blond - efekty farbowania na włosach ciemny blond

Anielski Blond wyszedł trochę ciemniejszy i bardziej beżowy niż Baby Blond, czyli zgodnie z tym, co można zobaczyć na opakowaniach obu farb. Kolor dalej jest naturalny i nie wpada w rudość. Podoba mi się, ale następnym razem sięgnę znowu po Baby Blond ze względu na to, że kolor wychodzi trochę jaśniejszy i chłodniejszy :) 


Dajcie znać, czy stosowałyście już nowe farby Schwarzkopf Pure Color i czy jesteście zadowolone z efektów :)


Inne farby blond, które mogą Cię zainteresować:

Pozdrawiam :)




ZAPRASZAM NA:
Podkład LUMENE MATTE FOUNDATION 1 Classic Beige i 2 Soft Honey | Swatche i recenzja

13.7.18

Podkład LUMENE MATTE FOUNDATION 1 Classic Beige i 2 Soft Honey | Swatche i recenzja

Lumene to marka, z którą bardzo się polubiłam. Wszystkie ich produkty, które miałam okazję używać, sprawdziły się u mnie bardzo dobrze lub rewelacyjnie. Szczególnie polubiłam krem na noc z witaminą C, który zawsze mam w domu, a aktualnie kończę 3 lub 4 opakowanie (straciłam już rachubę ;)). W ulubieńcach kwietnia wspominałam Wam o świetnym podkładzie, który polubiłam od pierwszego użycia. Od tego czasu używałam tylko jego, dlatego najwyższa pora napisać o nim coś więcej, bo to zdecydowanie produkt warty uwagi. Jest nim:

matujący podkład Lumene Matte Foundation


Podkład LUMENE MATTE FOUNDATION 1 Classic Beige i 2 Soft Honey

Podkład Lumene Matte Foundation został stworzony dla cer tłustych i mieszanych. Zastosowano w nim beztłuszczową formułę, substancje matujące oraz pudrowe pigmenty, które mają zapewnić długotrwały efekt wypoczętej i matowej skóry. Podkład kryje niedoskonałości i nadaje satynowy blask. Ma również rozjaśniać i chronić skórę dzięki dodatkowi oleju z arktycznej maliny moroszki.

Cena: ok. 60zł
Pojemność: 30ml
Należy go zużyć w ciągu 24 miesięcy od otwarcia

Podkład LUMENE MATTE FOUNDATION - właściwości, opinie, recenzja
Podkład LUMENE MATTE FOUNDATION skład, opinie

Podkład Lumene Matte Foundation występuje w 5 wariantach kolorystycznych. Ja zdecydowałam się na dwa odcienie, 1 Classic Beige i 2 Soft Honey. Ich swatche możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Jak widać różnica pomiędzy Classic Beige a Soft Honey jest ogromna. Classic Beige to jasny kolor wpadający w żółte tony. Myślę, że wielu bladziochów się z nim polubi :) A jeżeli i ten wydaje się za ciemny, to jest jeszcze wersja 0 Light. Soft Honey będzie pasował osobom opalonym lub z ciemniejszą karnacją. Wpada delikatnie w pomarańczę, ale na twarzy dopasowuje się do koloru skóry, dzięki czemu wygląda naturalnie, a pomarańcz gdzieś znika. Generalnie oba odcienie świetnie dopasowują się do koloru skóry. To jedna z wielu ich zalet. Jeżeli chodzi o oba podkłady, to Classic Beige jest dla mnie za jasny, a Soft Honey za ciemny, więc zawsze je mieszam, aby uzyskać idealny odcień. Podkład nie utlenia się i nie zmienia koloru w ciągu dnia. 

Podkład LUMENE MATTE FOUNDATION - swatche 1 Classic Beige i 2 Soft Honey

Podkład Lumene Matte Foundation nakładam zawsze pędzlem, bo tak jest mi najwygodniej. Rozprowadza się na skórze szybko i równomiernie. Nie zastyga w ekspresowym tempie, więc można spokojnie nakładać go bez wyścigu z czasem. Do jego utrwalenia używałam różnych pudrów i z każdym bardzo dobrze współpracował. Ogólnie bardzo dobrze współpracuje z różnymi kosmetykami pielęgnacyjnymi i tymi do makijażu, nigdy nie miałam z nim żadnego problemu. Sam podkład jest dosyć lekki na skórze, w ogóle go nie czuć, za to widać świetne wyrównanie koloru. Co dla mnie ważne, podkład dobrze kryje. Zakrywa większość przebarwień, jedynie większe niedoskonałości wymagają nałożenia dodatkowej warstwy lub użycia korektora. Cera po nałożeniu jest matowa, ale wygląda bardzo zdrowo i naturalnie. Podkład dobrze dopasowuje się do kolorytu skóry i utrzymuje ładny wygląd przez cały dzień (oczywiście zawsze nakładam na niego puder). Generalnie muszę pochwalić go za trwałość, która jest na naprawdę wysokim poziomie. Podkład trzyma się na twarzy do wieczora, nie warzy się ani nie zbiera się nieestetycznie w załamaniach skóry. Po kilku godzinach jedynie muszę użyć bibułki matującej, ale z moją tłustą cerą tak już jest i koniec. W przypadku tego podkładu nie muszę przynajmniej robić tego często. To co jeszcze sprawiło, że to mój zdecydowany ulubieniec, to fakt, że w żaden sposób nie wpłynął negatywnie na stan mojej cery, która bywa kapryśna. Często przy zmianie podkładu coś się z nią działo, a w przypadku matującego podkładu Lumene było wręcz idealnie i tak pozostało do teraz. 

Podkład LUMENE MATTE FOUNDATION 1 Classic Beige i 2 Soft Honey

Dawno nie byłam tak zadowolona z żadnego podkładu, jak z matującego podkładu Lumene Matte Foundation. Uwielbiam go za naturalny wygląda na skórze, dobre krycie, świetną trwałość i to, że mogę na nim polegać przez cały dzień. 


Dajcie znać, czy tak jak ja lubicie produkty Lumene i czy znacie ten podkład :)

Pozdrawiam :)




ZAPRASZAM NA:
Lakier hybrydowy SEMILAC MIDNIGHT SAMBA

12.7.18

Lakier hybrydowy SEMILAC MIDNIGHT SAMBA

Dzisiaj mam coś dla fanek błyskotek. Nie będę ukrywać, że sama uwielbiam bling bling i przyciąga mnie wszystko, co pięknie się mieni ;) Na paznokciach również uwielbiam ten efekt, dlatego wylądował na nich błyszczący lakier hybrydowy:

 Semilac Midnight Samba 179


Lakier hybrydowy SEMILAC MIDNIGHT SAMBA 179
SEMILAC MIDNIGHT SAMBA 179

Lakier hybrydowy Semilac Midnight Samba wpadł mi w oko dawno, dawno temu, zaraz po premierze, jednak dopiero w czerwcu zdecydowałam się na jego zakup. Midnight Samba to piękny lakier brokatowy, pełen srebrnych i czerwonych drobinek. Ich połączenie daje wrażenie różowej poświaty lub różowego srebra. Dzięki obecności srebrnych drobinek lakier pięknie lśni, a w sztucznym świetle blask wręcz bije po oczach. Uwielbiam ten efekt ♥

Lakier Semilac Midnight Samba kryje w pełni już przy dwóch warstwach, jednak ja dla pewności nałożyłam 3. Nakłada się go bardzo szybko na płytkę, jednak trochę trudniej pracuje się przy skórkach, bo jest gęsty i pełen drobinek. Mimo wszystko nawet jeżeli nie uda się idealnie równo pomalować paznokci przy skórkach, to nic się nie stanie, bo nie będzie to zauważalne. Blask zdecydowanie odwraca uwagę od takich szczegółów. 

Lakier hybrydowy SEMILAC MIDNIGHT SAMBA 179 swatche
Lakier hybrydowy SEMILAC MIDNIGHT SAMBA swatche na paznokciach

Zakupu Midnight Samba zdecydowanie nie żałuję. Żałuję bardziej tego, że zdecydowałam się na niego dopiero teraz! Uwielbiam jego błysk i piękne połączenie srebra z czerwienią. Myślę, że fajnie sprawdzi się jako dodatek na jednym paznokciu oraz na wszystkich, gdy będę chciała trochę zaszaleć :)

Dajcie znać, czy podoba Wam się Semilac Midnight Samba i czy są wśród Was fanki błyskotek na paznokciach :) 


INNE LAKIERY HYBRYDOWE, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Pozdrawiam :)




ZAPRASZAM NA:
Szampon i odżywka Paul Mitchell Extra Body | Wygładzenie i objętość

11.7.18

Szampon i odżywka Paul Mitchell Extra Body | Wygładzenie i objętość

Prawie dwa miesiące temu wzięłam udział w bardzo fajnym wydarzeniu, którym były pierwsze warsztaty blogerskie Beauty by Bloggers. To jedno z tych wydarzeń, które ciągle pozostaje w mej pamięci, ze względu na atmosferę jaka tam panowała! O wszystkim przypina mi również duet do włosów Extra Body Paul Mitchell, który towarzyszy mi od tego czasu w pielęgnacji włosów. Czas więc podzielić się z Wami moją opinią na jego temat :)

Szampon i odżywka Paul Mitchell Extra Body

Duet ten to odżywka Paul Michell Extra Body Conditioner i szampon Paul Mitchell Extra Body Shampoo. Oba produkty znajdują się w identycznych opakowaniach, różni je tylko kolor nakrętki, dzięki czemu nie mylą się podczas używania. Tuby nie są szerokie, dzięki czemu zajmują mało miejsca. Są również bardzo wygodne w używaniu. Oba produkty mają ciekawie przedstawiony skład, w którym pogrubione zostały najważniejsze składniki aktywne. Cieszy również fakt, że nie są testowane na zwierzętach :) Paul Mitchell to marka z USA. 

Szampon Paul Mitchell Extra Body Shampoo - opinie, recenzja, blog

SZAMPON PAUL MITCHELL EXTRA BODY SHAMPOO

Szampon to w pełni przezroczysty produkt, o konsystencji żelowej, która przypomina mi żel aloesowy. Pieni się całkiem dobrze, dlatego nie trzeba zużywać go dużo na jeden raz. Zapach jest bardzo ładny, przyjemny dla nosa i nienachalny. Daje wyraźnie odczuć, że jest to produkt fryzjerski. Włosy myje się nim szybko, a sama czynność jest bardzo przyjemna. Na początku miałam obawy, że może być za mocno oczyszczający, że może przesuszać, ale nic z tych rzeczy. Szampon dobrze oczyszcza włosy, ale jest też łagodny. Nie przesusza włosów, nie plącze ich, nie podrażnia również skóry i nie powoduje łupieżu. Radzi sobie ze zmyciem oleju. Ogólnie bardzo dobrze mi się go używa i lubię po niego sięgać.

Szampon Paul Mitchell Extra Body Shampoo - skład

Tak jak wspominałam, w składzie podkreślone są najważniejszy składniki aktywne. W przypadku szamponu znajdziemy tu m.in. panthenol, olej z kiełków pszenicy, ekstrakt z alg, aloes, ekstrakt z rumianku rzymskiego czy wyciąg z rozmarynu.

Cena: ok. 50zł
Pojemność: 300ml
Należy go zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia

Odżywka Paul Mitchell Extra Body Conditioner - opinie, recenzja, blog

ODŻYWKA PAUL MITCHELL EXTRA BODY CONDITIONER

Już na wstępie zdradzę Wam, że odżywka to produkt, który z tej dwójki zdecydowanie wygrywa. A dlaczego? O tym za chwilę ;) Odżywka ma gęstszą, ale bardzo łatwo rozprowadzającą się na włosach konsystencję. Zapach intensywniejszy niż w przypadku szamponu i równie ładny. Odżywka w działaniu to produkt wręcz ekspresowy. Nakładam ją, delikatnie wmasowuję i od razu czuję, jak włosy się wygładzają, a wszelkie splątania znikają bezproblemowo. Wystarcza chwila na włosach i gotowe. Przy spłukiwaniu czuję gładką taflę włosów. Po wysuszeniu również czuję ich gładkość. Są również w odpowiednim stopniu nawilżone i wyglądają bardzo dobrze. Odżywka zdecydowanie ułatwia rozczesywanie, szczotka wręcz sunie po włosach. To produkt, po który sięgam zawsze, gdy chcę szybko uzyskać pożądany efekt. Ostatnio stosuję ją również po olejowaniu. 

W składzie odżywki znajduje się m.in. panthenol, ekstrakt z rumianku rzymskiego, wyciąg z rozmarynu, aloes, wyciąg z alg, hydrolizowane proteiny pszenicy i ryżu. 

Cena: ok. 60zł
Pojemność: 300ml
Należy ją zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia

Odżywka Paul Mitchell Extra Body Conditioner - skład

Jak możecie zauważyć, bardzo polubiłam szampon i odżywkę do włosów Paul Mitchell Extra Body. Zwyczajem stało się u mnie używanie ich razem, w dni kiedy nie nakładam maski do włosów, ponieważ stanowią świetną pielęgnację podstawową i bardzo dobrze dbają o moje włosy. Szampon dobrze oczyszcza, delikatnie unosi włosy od nasady i co dla mnie najważniejsze, nie podrażnia skóry głowy. Odżywka natomiast zapewnia świetne wygładzenie, a dodatkowo całkiem dobrze nawilża. Ostatnio to jedyna odżywka jakiej używam, bo nie mam ochoty sięgać po nic innego.


Jestem ciekawa, czy znacie produkty Paul Mitchell :) 

Pozdrawiam :)




ZAPRASZAM NA:
ULUBIEŃCY CZERWIEC 2018 | Sensum Mare, Origins, Semilac, Sylveco i Lovely

8.7.18

ULUBIEŃCY CZERWIEC 2018 | Sensum Mare, Origins, Semilac, Sylveco i Lovely

Przyszła pora na ulubieńców czerwca! Wśród nich znalazło się świetne serum do twarzy, równie świetna baza pod makijaż, produkt do ust, który pokochałam po raz kolejny, piękny kolor lakieru Semilac i bardzo fajny puder drogeryjny. Zapraszam :)

Serum Algolight Sensum Mare, Baza Origins Pore Perfecting Cooling

SERUM ALGOLIGHT SENSUM MARE

O tym serum mogliście przeczytać kilka dni temu na blogu. Jeżeli ktoś przegapił, a jest ciekawy, to serdecznie zapraszam do podlinkowanej recenzji :) Serum Algolight towarzyszyło mi przez cały czerwiec w pielęgnacji porannej i wieczornej. Lubię je bardzo za łatwość aplikacji, błyskawiczne wchłanianie, dobre wygładzenie skóry i odpowiednie nawilżenie bez obciążenia. Dla mojej tłustej cery było idealne w upalne dni. Wystarczyło, że go użyłam i moja poranna pielęgnacja była gotowa, a skóra czuła się komfortowo przez cały dzień. Podoba mi się również jego eleganckie opakowanie, które jest niezniszczalne, bo sporo ze mną podróżowało, a wygląda jak nowe :)

BAZA POD MAKIJAŻ ORIGINS PORE PERFECTING COOLING PRIMER

Po bazy pod makijaż sięgałam bardzo rzadko. Zapewne dlatego, że wcześniej nie znałam bazy Origins. Skusiłam się na nią po licznych zachwytach w internecie i zdecydowanie nie żałuję jej zakupu, bo jest świetna. Przede wszystkim nie jest to typowa, silikonowa baza. To beżowa pianka, która łatwo się rozprowadza i nie jest wyczuwalna na skórze. Sprawia natomiast, że skóra jest satynowa i bardzo przyjemna w dotyku. Podkład trzyma się na niej rewelacyjnie i wygląda lepiej niż zawsze. Jestem z niej bardzo zadowolona i więcej opowiem Wam o niej w osobnej recenzji, bo zdecydowanie jest o czym opowiadać :)

Pomadka peelingująca Sylveco, Semilac Deep Ultramarine, puder Lovely Skin Photoready

ODŻYWCZA POMADKA PEELINGUJĄCA SYLVECO

Tego produktu chyba nie muszę nikomu przedstawiać. To bez dwóch zdań jeden z najlepszych i najpopularniejszych peelingów do ust. Znam go od lat, ale przez dłuższy czas miałam od niego przerwę (używałam w tym czasie m.in. peelingu Evree Sugar Lips). Niedawno powróciłam do jego używania i na nowo doceniłam jego świetne działanie! Peeling jest niesamowicie wygodny w użyciu, świetnie usuwa martwy naskórek i dobrze nawilża usta. Zapach, smak i naturalny skład również na plus. Na pewno po raz kolejny pozostanie ze mną na dłużej!

LAKIER HYBRYDOWY SEMILAC DEEP ULTRAMARINE

Piękny kobalt, to kolor, którego brakowało w mojej kolekcji. Deep Ultramarine zdecydowanie mnie zachwycił. Jakość, trwałość, piękny wygląd na paznokciach, wszystko na tak! Jeżeli chcecie zobaczyć, jak prezentuje się na paznokciach, to zapraszam do podlinkowanego wpisu :)

PUDER LOVELY HD LOOSE POWDER SKIN PHOTOREADY

Na koniec zostawiłam słodki puder Lovely Skin Photoready. Czemu słodki? Bo dosłownie smakuje jak wata cukrowa :D Przy pierwszy użyciu bardzo przyjemnie mnie to zaskoczyło :) Puder sam w sobie jest bardzo dobry. Jest satynowy na skórze, matuje ale bez efektu pudrowej suchości, ładnie wyrównuje strukturę skóry i dobrze utrwala makijaż. Nie jest zbyt wydajny w przypadku mojej tłustej skóry, bo muszę nakładać go w większych ilościach, ale przy tej cenie nie stanowi to dla mnie zbyt dużego problemu. Zużyłam już prawie całe opakowanie, więc niedługo pojawi się jego recenzja :)


Znacie któregoś z moich ulubieńców? :)

Pozdrawiam :)




ZAPRASZAM NA:
NOWOŚCI CZERWIEC 2018 | Sephora, Semilac, Natura, Rossmann, See Bloggers, Shiny Box

6.7.18

NOWOŚCI CZERWIEC 2018 | Sephora, Semilac, Natura, Rossmann, See Bloggers, Shiny Box

Czerwiec był dla mnie intensywnym miesiącem. Dużo obowiązków, dużo nauki i sporo stresu. To wszystko sprawiło, że minął mi wręcz błyskawicznie. Nie planowałam zbyt wielu zakupów, jednak kilka rzeczy mi się skończyło, lubię również nagradzać się za osiągnięcia, dlatego plan "kupuję tylko potrzebne produkty" nie wypalił ;) Dzięki temu w moje progi wkroczyło dużo ciekawych nowości, które dzisiaj Wam pokażę. Zapraszam na nowości czerwca 2018 :)

Nowości czerwca Sephora - baza Origins i Hoola Lite

Na pierwszy ogień idą nowości z Sephory. Kupiłam w końcu bazę pod makijaż Origins, która chodziła za mną od dawna i okazała się jednym z najlepszych zakupów ostatniego czasu ♥ Wzięłam również bronzer Hoola Lite, na który naczekałam się bardzo długo. Pierwszy bronzer przyszedł do mniej w kawałkach. Szybko go odesłałam w ramach wymiany i niestety na wysyłkę nowego czekałam pół miesiąca. A co dostałam? Bronzer może i w całości, ale opakowanie jakieś brudne (czarne plamy, które w większości się zmyły) i lekko poobijane. No cóż...

Pudełko prezentowe Sephora
Do czego wykorzystać pudełko prezentowe Sephora?

Przy okazji pokażę Wam, do czego można wykorzystać pudełka prezentowe Sephora. Świetnie spisują się do przechowywania lakierów hybrydowych. Mieści się ich tam całkiem sporo. Myślę, że spokojnie zmieszczą się 24 buteleczki lakierów wielkości tych z Semilaca. 

Na zdjęciu możecie zobaczyć moją kolekcję hybryd. Większość z nich pokazywałam już na blogu, więc jeżeli któryś wpadł Wam w oko i chcecie zobaczyć, jak wygląda na paznokciach, to zapraszam do działu PAZNOKCIE

Nowe lakiery Hybrydowe Semilac
Lakiery hybrydowe Semilac Semibeats by Margaret

Do mojej kolekcji hybryd, którą mogliście zobaczyć wyżej, dołączyło w czerwcu kilka nowych kolorów Semilac. Część z nowszej kolekcji i kilka kolorów, które chodziły za mną od dawna. Skorzystałam z promocji 4 + 1 gratis, która obowiązywała przez kilka dni na stronie Semilac. Na blogu pokazywałam Wam już jeden z nich, piękny kobalt, który stał się moim ulubieńcem czerwca ♥ Tutaj możecie zobaczyć, jak prezentuje się na paznokciach → Deep Ultramarine Semilac

Nowości Drogerie Natura
Maseczki do twarzy Cafe Mimi
Yope - mydło figa i płyn uniwersalny

Na stronie internetowej Natury można dorwać wiele ciekawych produktów. Szkoda, że nie ma ich stacjonarnie, ale istnieje opcja darmowej dostawy do sklepu, z której skorzystałam. Na stronie można znaleźć duży wybór kosmetyków naturalnych i nie tylko. Ja skusiłam się na kilka produktów, na które miałam ochotę od dłuższego czasu. Dużym zaskoczeniem była dostępność maseczek do twarzy Cafe Mimi, skusiłam się więc od razu na 3 wersje. Do koszyka wpadło również mydło do rąk i płyn uniwersalny Yope. Nie jestem fanką ich kremu do rąk (krem do rąk Yope herbata i mięta), ale daję szansę innym produktom. Muszę przyznać, że mydło jest świetne! Nie wysusza dłoni, a nawet mam wrażenie, że lekko je nawilża. Myślę, że zostanie ze mną na dłużej :) Kupiłam również kolejną wersję olejku pod prysznic Ecolab, który uwielbiam. Wybrałam akurat tę wersję, bo była znacznie tańsza od innych. Kiedyś opisywałam Wam już karaibski olejek pod prysznic Ecolab. Z ciekawych produktów wzięłam również krem do rąk Scandia (bardzo fajny!) i peeling do skóry głowy Organic Garden (czeka na swoją kolej). Do koszyka wpadł również krem do rąk i krem do stóp Barwa Naturalna, z zakupu których nie jestem zadowolona. Nie używałam ich jeszcze, ale jedna rzecz mnie wkurzyła, bo nie lubię takich zagrywek. Otóż z naturą to one mają tyle wspólnego, co ja z baletem ;)

Shiny Box with Natura

Do zakupów otrzymałam gratis pudełko Shiny Box with Natura. Powiem tak, pudełko jako dodatek za 1gr do zakupów jest ok, ale jako zwykłe pudełko subskrypcyjne wypada bardzo słabo. Hitem był przeterminowany batonik :D Cieszę się za to, że miałam okazję poznać wodę różaną Beauty Marakech i cieszę się również, że nigdy sama się na nią nie skusiłam. Mam wrażenie, że to rozwodniona wersja wody różanej i czuję się mocno oszukana dostając taki produkt...

Rossmann - krem do stóp Scholl, Natura Siberica, Isana Pace-6

Ostatnia promocja w Rossmannie szału nie robiła (produkty do stóp i do depilacji), ale i tak skusiłam się na kilka rzeczy. Kupiłam wkłady do mojej ulubionej maszynki Isana Pace-6. Wzięłam również dwa kremy Scholl, które ciekawią mnie od dawna, ale jakoś zawsze wybierałam coś innego. Składu super nie mają, ale po pierwszych użyciach muszę przyznać, że zapowiadają się bardzo fajnie. Skusiłam się również na zmiękczający krem do stóp Natura Siberica.

Jeżeli jesteście ciekawe, co Rossmann przygotował dla Nas w lipcu, to zajrzyjcie tutaj → ROSSMANN PROMOCJA 2+2 LIPIEC 2018

Peeling detoksykujący Biovax, Plastry Multibiomask, Batiste Rose Gold

W Rossmannie kupiłam również detoksykujący peeling do skóry głowy Biovax (fajny, ale opakowanie małe, tylko 125ml), ulubione plastry na nos Multi Biomask i suchy szampon Batiste Rose Gold (bardzo ładny zapach!). 

Antyperspirant Isae Biedronka

Ostatnie zakupy to niepozorny antyperspirant Isae kupiony w Biedronce za jakieś 3zł... Potrzebowałam czegoś na szybko, wzięłam ten, bo nawet jeżeli okazałby się słaby, to nie byłoby mi szkoda tych 3zł i co? Okazał się super! Ma bardzo ładny, delikatny, kwiatowy zapach, świetnie chroni i rzeczywiście nie pozostawia śladów na ubraniu. Aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie porzucić dla niego moim ulubionych, żelowych antyperspirantów Lady Speed Stick ;)

Szampon i odżywka I am Coco Udowalz i olejki Difeel

W czerwcu dotarło do mnie kilka nowości do testów. Są nimi szampon i odżywka do włosów I am Coco Udo Walz i olejki Difeel. Produkty te dostępne są w Rossmannie, a za jakiś czas pojawi się na pewno ich recenzja na blogu. 

Upominki See Bloggers - kosmetyki Oillan
Upominki See Bloggers - maska Lab Therapy Lirene, Batiste
Upominki See Bloggers - węglowe mydło Natura Siberica

Na koniec zostawiłam upominki przywiezione z See Bloggers, które otrzymałam po warsztatach, w których miałam okazję wziąć udział. Wśród nich znalazłam wiele ciekawych produktów Oillan. Dzieciowe kosmetyki idą dalej, oprócz płynu do kąpieli, który chętnie wypróbuję, bo lubię delikatne produkty myjące. Resztę przetestuję z przyjemnością. Dostałam również miodową maskę do masażu twarzy Lab Therapy Lirene i czarne mydło z węglem Natura Siberica. W paczce od sponsorów znalazłam również 2 produkty Batiste. Będę miała w końcu okazję poznać wersję Original ich suchego szamponu. Znam już prawie wszystkie zapachy, a na ten nigdy nie zwróciłam uwagi :D



Dajcie znać, czy znacie coś z moich nowości i czy wpadło Wam coś w oko :)

Pozdrawiam :)




ZAPRASZAM NA: